W Niemczech po zmianie systemu szkolenia powstało 366 centrów treningowych przy klubach. Wydano 26 milionów euro na rozwój szkół o profilu piłkarskim. Postanowili więc stworzyć reprezentację opartą na zawodnikach poniżej 23 roku życia, którzy regularnie grają co trzy dni w silnych europejskich rozgrywkach.

Mario Goetze – jeden z największych niemieckich talentów. /AFP

Po katastrofalnych rezultatach uzyskanych podczas mistrzostw świata w 1998 roku i mistrzostw Europy w 2000 roku Niemcy uderzyli pięścią w stół i postanowili błyskawicznie zareagować.

Oparli reprezentację na młodzieży

Przeprowadzili badania, które stanowiły podstawę do zmiany systemu szkolenia. Efekty nie przyszły jednak szybko. W 2002 roku rozpoczęli rewolucję, kiedy średnia wieku tamtejszej reprezentacji wynosiła 27 lat i 6 miesięcy. Dla porównania Wnioski nasuwają się same. Obniżyli średnią wieku, gdyż z badań jasno wynikało, że człowiek poniżej 23 lat nie potrafi kalkulować i to było główne kryterium. Dla młodego piłkarza bez znaczenia jest fakt, czy gra w meczu towarzyskim czy w meczu o stawkę. Owszem, nie potrafi też rozkładać sił w turniejach, gdy trzeba grać co trzy dni, ale za to jego organizm zdecydowanie szybciej się regeneruje. Niemcy postanowili więc stworzyć reprezentację opartą na zawodnikach poniżej 23 roku życia, którzy regularnie grają co trzy dni w silnych europejskich rozgrywkach.

Po zmianie systemu szkolenia powstało 366 centrów treningowych przy klubach. Wydano 26 milionów euro na rozwój szkół o profilu piłkarskim. Nauczyciele, którzy do tej pory prowadzili lekcje wychowania fizycznego, byli dokształcani. Dzięki tej specjalizacji wiedzieli, jakie obciążenia zastosować zawodnikom w danym wieku. Niemcy już zbierają żniwa z przeprowadzonej reformy, choć musiało minąć dziesięć lat zanim nowy system zaczął owocnie funkcjonować.

Długo zastanawiałem się, jak odnieść się do tych badań przekładając je na polskie realia. Wystarczyło jednak przejrzeć składy drużyn występujących w naszej lidze. Pod uwagę brałem tylko zawodników grających, a nie takich, którzy upychani są w kadrach, choć nie są eksploatowani. Najmłodszą drużynę w naszej lidze ma Widzew Łódź ze średnią wieku 25,5 roku, zaś najstarszą ekipą dysponuje Podbeskidzie, gdzie średnia wieku wynosi 29 lat.

Tymczasem 26-letni Łukasz Piszczek jest przecież najstarszym zawodnikiem Borussii Dortmund. Można się oczywiście do tego przyczepić, ale w takiej klasowej drużynie zawsze powinno znaleźć się trzech, czterech doświadczonych graczy.

Akademia to coś więcej niż szkółka

Polski Związek Piłki Nożnej za reformę systemu szkolenia jeszcze się nie zabrał, dlatego strukturze klubu istotną rolę powinny odgrywać akademie, dzięki którym średnia wieku będzie się zmniejszała. Takie akademie poprawnie funkcjonują w Legii Warszawa czy Zagłębiu Lubin. W lubińskim zespole istotną rolę odgrywają wychowankowie jak choćby Arkadiusz Woźniak czy Adrian Rakowskim, natomiast w stołecznej drużynie już wyróżniają się Artur Jędrzejczyk, Rafał Wolski, Maciej Rybus, Michał Żyro. Oni zdecydowanie obniżają średnią wieku pierwszego zespołu i są naturalnymi kandydatami do gry w reprezentacji Polski. W tym kierunku powinniśmy zmierzać.

W czasach, kiedy Niemcy nie potrafili odnieść sukcesu na arenie międzynarodowej ich czas utrzymywania się przy piłce jednego zawodnika wynosił 2,7 sekundy, a obecnie reprezentanci Joachima Loewa operują piłkę średnio przez 1,3 sekundy. Oznacza to, że teraz rozgrywają piłkę dwa razy szybciej! Jest tylko jeden klub, któremu udaje się zejść poniżej jednej sekundy, a nazywa się FC Barcelona.

Czasy, kiedy szkolenie opierało się na “trenerskim nosie” dawno minęły. Teraz czas oprzeć się na konkretnych badaniach. Jeżeli nas na nie stać, zaczerpnijmy chociaż wzorce. Akademią piłkarską nie wolno jednak nazywać skrawek ziemi, na której zajęcia prowadzi instruktor. Akademią powinno nazywać się coś więcej niż szkółkę. Od tego nie uciekniemy.

INTERIA.PL